- - - -

alveo | alveo Wędkarstwo na codzień » Blog Archive » Holowanie, zacięcie sandacz cz3
środa, październik 29th, 2008 | Author: admin

Hol, lądowanie. Słyszy się nieraz opinię, że sandacz nie walczy. Nic bardziej fałszywego! Większość złowionych przeze mnie okazów nieźle ?chodziła” przez 5?10 minut. Zdarza się czasem, że zaszokowaną rybę doholujemy bez oporu aż do brzegu, nie jest to jednak regułą. Najtrudniejsze są pierwsze sekundy holu. Nieraz musimy zdecydowanie zatrzymać rozpędzonego sandacza, by nie wpuścić go między przeszkody, lub nawet wyciągnąć go spomiędzy nich. W dodatku, jak już wspomniałem, z zacięciem w takich przypadkach nie należy zwlekać, a wtedy często haczyk wbija się płytko i trzyma niepewnie.
Nieoceniony okazuje się w takich razach długi, w miarę elastyczny kij, amortyzujący gwałtowne szarpnięcia. Jeżeli ryba dostanie się między zaczepy, należy ją stamtąd czym prędzej wydobyć, nim zdąży owinąć wokół nich żyłkę. Jest to bardzo ryzykowny manewr, lecz w tej sytuacji jedyny. Kij trzymamy wysoko i nie dajemy ani centymetra luzu. Przy gwałtownych szarpnięciach zwalniamy jedynie tempo zwijania żyłki i amortyzujemy końcówką. Czasami po kilku gwałtownych młyńcach ryba poddaje się, choć nie zawsze. Najwięcej sandaczy traci się podczas początkowej szamotaniny. Najczęściej płytko zacięta sztuka wytrzepuje sobie haczyk, raz nawet zdarzyło mi się, że kontra dużego sandacza rozgięła hak Mustad nr 2/0! Wydobycie sandacza z zaczepów powinno trwać krócej niż się to czyta. Jeżeli kołowrotek zwija żyłkę zbyt wotno, lepiej cofnąć się kilka kroków. Każdy moment wahania z naszej strony może doprowadzić do straty ryby. Przekonałem się o tym kiedyś, gdy sandacz wykorzystał wolniejsze tempo holu i owinąwszy żyłkę o pale urwał przypon. Przypłacił to zresztą życiem, znaleziono go martwego w kilka dni później, a szkoda, bo był to wyjątkowo ładny okaz.
Jeżeli rybę wyprowadzimy na czystą wodę, to jest już prawie nasza. Najlepiej pozwolić jej teraz na swobodne chodzenie w lewo i w prawo, bez potrzeby nie oddając nawoju. Umożliwia to długi kij. Mamy teraz doskonałą kontrolę nad każdym ruchem ryby, a trzeba stale uważać, by nie poszła w zaczepy. Gdy osłabnie, skracamy żyłkę, pamiętając, że ryba może jeszcze zebrać siły przy brzegu. W końcowej fazie holu, gdy ryba jest już blisko powierzchni, można jej ?dać powietrza”, tj. unieść na chwilę jej łeb na powierzchnię wody. Działa to na nią oszałamiająco, zwłaszcza przy różnicy temperatury między powietrzem a wodą. Nie wolno jednak za wcześnie unosić sandacza nad dno.
Wyczerpanego drapieżnika lądujemy ślizgiem, podbierakiem lub osęką. Chwytając go ręką musimy uważać na ostrą płetwę grzbietową. Skaleczenia są przykre i długo się goją.
Mięso sandacz ma wyborne, najlepszy jest smażony

Category: Bez kategorii
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Leave a Reply